​Dlaczego po dekadzie wciąż kłócimy się jak dzieciaki?

Opublikowano w 17 lutego 2026 12:25

Ostatnio tak sobie myślę o tym naszym "ogniu". Fajnie to brzmi w piosenkach, ale w życiu? W życiu bywa po prostu męczący. Bo jedna głupia iskra, jedno słowo za dużo i nagle w domu mamy pożar, którego nikt nie zamawiał.

​I wiecie, co jest w tym najdziwniejsze? Jesteśmy ze sobą już 11 lat. Teoretycznie powinniśmy być już oazami spokoju, które wszystko potrafią przegadać na chłodno. A tymczasem? Tymczasem potrafimy się zaciąć w tej kłótni tak, jakbyśmy mieli po 16 lat. Ten sam upór, to samo „moje musi być na wierzchu”, ten sam nastoletni bunt, który każe nam walczyć do ostatniej kropli krwi o swoją rację – choć po dekadzie wiemy już przecież, że w związku racja to marna nagroda.

​I wtedy pojawia się ten moment. Wybór.

​Albo dorzucę do pieca, bo czuję, że muszę to z siebie wyrzucić, albo sięgnę po tę cholerną gaśnicę. I powiem Wam szczerze: nienawidzę jej podnosić. Jest ciężka, niewygodna i w tej jednej sekundzie, gdy buzują we mnie emocje, czuję się, jakbym przegrywała walkę o siebie. Bo użycie gaśnicy to nie jest żadne „zen”. To jest walka z własną naturą. To jest zagryzienie wargi, kiedy na końcu języka mam już tę idealną, ciętą ripostę, która by go totalnie „dobiła”.

​I wiecie co? Nie zawsze mi się udaje.

​Czasem ta gaśnica jest dla mnie po prostu za ciężka. Czasem udaję, że jej nie widzę i z pełną premedytacją dolewam benzyny, bo bycie „tą dorosłą” jest w tej chwili ponad moje siły. Wyrzucam z siebie to jedno zdanie za dużo i… patrzę, jak płonie.

​A potem? Potem mija godzina, ciśnienie schodzi i zaczynam się sama z siebie śmiać. Nie dlatego, że kłóciliśmy się o bzdurę, bo my nie kłócimy się o drobiazgi. Śmieję się z tego, jak bardzo daliśmy się ponieść tym nastoletnim emocjom, mimo że przecież tak dobrze się znamy. Śmieję się z tego naszego wspólnego uporu, który po 11 latach wciąż potrafi nas tak "odpalić".

​Bo po ugaszeniu ognia wcale nie ma fanfar. Jest cisza i ten głupi biały pył, który trzeba potem wspólnie sprzątać. Czasem to sprzątanie zaczyna się właśnie od tego, że patrzymy na siebie i dociera do nas, że znów daliśmy się wkręcić w ten sam schemat co dekadę temu.

​Uczę się podnosić tę gaśnicę coraz częściej. Nie dlatego, że stałam się idealna, ale dlatego, że po tych 11 latach po prostu bardziej cenię nasz wspólny spokój niż chwilowe zwycięstwo w kłótni. I choć czasem jeszcze zdarzy mi się coś "podpalić", to przynajmniej wiem już, że najważniejsze to umieć potem razem przewietrzyć pokój. 😍🙂


Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador