
Znasz to uczucie, kiedy siadasz do rozmowy z mężem z najlepszymi intencjami świata? W głowie masz ułożony piękny scenariusz: będę spokojna, powiem o tym, co czuję, on mnie zrozumie, przytulimy się i odetchniemy z ulgą.
A potem rzeczywistość mówi: „Sprawdzam”. I cały ten misterny plan sypie się w pierwszej minucie.
Miłość w czasach wysokiego napięcia
Mój mąż i ja mamy to szczęście (lub przekleństwo),
że oboje zostaliśmy obdarowani temperamentami, przy których powietrze w domu gęstnieje w sekundę. Jesteśmy jak dwa potężne fronty atmosferyczne. Kiedy się spotykamy, rzadko kończy się na mżawce – zazwyczaj mamy tu pełnoskalowe oberwanie chmury z efektami dźwiękowymi.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że my zazwyczaj chcemy pogadać o tym samym. Chcemy bliskości, chcemy zrozumienia, chcemy poczuć, że gramy w jednej drużynie. Ale mamy w sobie tyle ognia, że zamiast podać sobie dłoń, niechcący parzymy się nawzajem. Jedno źle zrozumiane słowo, jeden ton głosu, który zabrzmiał o pół oktawy za ostro – i nagle… trach. Zapłon.
Cisza po burzy i ciężki bagaż
Pojawia się ten absurdalny moment, w którym kłócimy się tak namiętnie, że cel rozmowy znika za horyzontem. A potem, gdy kurz opada i emocje wygasają, zostaje to, co najtrudniejsze: komunikacyjny kac.
Często zastanawiam się wtedy, co zrobić z tymi wszystkimi negatywnymi emocjami, które zostają w środku. Bo kłótnia się kończy, padają słowa „przepraszam”, ale w sercu wciąż siedzi to ciężkie, lepkie rozgoryczenie. Jak sobie z tym radzić? Jak oczyścić głowę z tych wszystkich ostrych zdań, które padły w emocjach, a których wcale nie chcieliśmy wypowiedzieć?
To uczucie bezsilności boli najbardziej. Siedzimy w osobnych kątach, a ja biję się z myślami: „Znowu to zrobiliśmy”. I choć wiemy, że się kochamy, te negatywne emocje potrafią zostać z nami na dłużej, jak nieproszony gość, którego nie wiemy, jak wyprosić z salonu.
Bo wciąż nam zależy
Dlaczego o tym piszę? Bo rzadko mówi się o tym, że w związku dwóch silnych osób kłótnie nie zawsze wynikają z braku dopasowania. Czasem wynikają z nadmiaru energii, z którą nie zawsze umiemy sobie poradzić.
Ten smutek po kłótni to największy dowód miłości.
Gdyby nam nie zależało, wzruszylibyśmy ramionami i poszli dalej bez refleksji. A my zostajemy z tymi trudnymi emocjami, bo w głębi duszy wciąż szukamy sposobu, by nasze wulkany nauczyły się mruczeć, zamiast wybuchać.
Dziś nie mam dla Was gotowej recepty na to, jak w sekundę pozbyć się żalu po kłótni. Mam tylko świadomość, że komunikacja to nie jest czysta teoria z mądrych książek. To codzienna praca nad tym, by następnym razem odłożyć zapałki o pięć sekund wcześniej.
A Ty? Masz w sobie ten ogień, który czasem parzy tych, których kochasz najbardziej? I jak radzisz sobie z tym, co zostaje w Tobie, gdy kurz już opadnie?
Dodaj komentarz
Komentarze